Pozwólcie, że się przedstawię…

Mam niecałe 30 lat, ukończone studia wyższe (no baaa i to nie jedne, bo przecież jedne to za mało!), posiadam zatem dyplom filologii oraz ekonomii. W sumie sporo takich osób jak ja na rynku. Studiowanie zajęło mi trochę dłużej czasu niż innym, nie dlatego że byłam tępa czy nie ogarniałam, ale dlatego że nie wiedziałam czego chcę i w trakcie studiowania jednego kierunku równolegle rozpoczęłam drugi (ambitny kujon!). Dokąd mnie to zaprowadziło? Przez to, że dłużej studiowałam, później zaczęłam zdobywać doświadczenie zawodowe. Po studiach nadal nie do końca wiedziałam co chcę robić (w głębi serca czułam, że do niczego się nie nadam, że nie podołam), zdecydowałam się pójść w kierunku zasobów ludzkich (no bo zawsze interesowała mnie psychologia i wykłady z tego przedmiotu naprawdę sprawiały mi przyjemność). No i tak..trafiłam do wielkiego centrum outsourcingowego pewnej firmy do działu HR..gdzie zajmowałam się głównie wsparciem dla naszych panów (naszych klientów:)), siedzących za granicą i rozkładających karty. Ja byłam jedynie małym trybikiem wykonującym pomocnicze czynności, często bardzo bezsensowne. Byłam bardzo dobrym pracownikiem, dokładnym efektywnym,  dostawałam bardzo dobry feedback od naszych klientów. Niestety moja psychika stopniowo siadała, plułam sobie w twarz, że po tylu latach studiów trafiłam do miejsca, gdzie mógłby być pierwszy lepszy student filologii ogarniający język i tyle. Zamiast jego siedzę tam ja..sfrustrowana..wg mojego zdania nadto wykwalifikowana i po prostu marnująca swój potencjał. Jaką scieżkę kariery mogło zaoferować mi moje Center of Excellence? Ale zaraz zaraz jaki potencjał dziewczyno? Mówisz, że marnujesz swój potencjał? Czy w Tobie jeszcze jest potencjał? Dlaczego tak głupio sobą pokierowałaś i wylądowałaś w takim miejscu? Już sama nie wiem. Dlaczego miałabyś być lepsza od studentów jednego kierunku, w tym wypadku jedynie filologi?? Może właśnie jesteś gorsza, bo masz wygórowane mniemanie o sobie (a tak naprawdę kompleksy) i coraz bardziej bańka Ci fiksuje?? Tak, mam coraz większe kompleksy, sama coraz mniej wiem co ze sobą zrobić! Podjęłam drugi kierunek studiów, właśnie po to żeby mieć lepszą pracę (no cóż kilka lat temu myślałam, że tak to działa), a tu dupa! Włożyłam tyle trudu..na marne (ale jesteś głupia!!!).
Jakiś czas temu zmieniłam pracę i poszłam do innego korpo, tak wiem zmiana z korpo do korpo… czego się mogłam spodziewać. Wydawało mi się jednak, że to jest to, że to next step w mojej karierze! (której nie ma:). Teraz się doigrałam. Mam zdecydowanie większy zapierdol, nie mam możliwości dalszego rozwoju. Pracuję natomiast w bardzo zmiennym środowisku pracy (no tak przecież to atut – uczy elastyczności i reagowania na zmiany) i obcuję (oczywiście jedynie przez telefon) z ważnymi osobami z Zachodu! (no wspieram ich przy organizacji pracy). Suuper! Czego się przy tym uczę? Niczego. Tego jak szybciej wysyłać więcej maili i wykonywać więcej telefonów albo jeszcze lepiej jak robić to jednocześnie i to jak najszybciej! Coraz więcej maili, przesyłam je dalej, copy and paste, czekam na update  i jazda. To zmienne i dynamiczne środowisko pracy jest tak dynamiczne, że mój mózg niestety nie nadąża za zmianami..no nie ogarnia. Praca śni mi się codziennie, budzę się średnio dwa razy w nocy śniąc o pracy..Śnią mi się maile, nowe problemy, istniejące problemy, non stop! Wiem, że nie mogę tak funkcjonować już dłużej.
Ludzie mówią, skup się na życiu prywatnym, pomyśl o dziecku, przesadzasz, osiągnęłaś wiele, a praca to nie wszystko. Jednak moje ego odrzuca te argumenty, mam ogromny problem z zaakceptowaniem tej sytuacji i jestem zła na siebie, że do tego doprowadziłam ..i nie wiem co dalej. Nie jestem w stanie interesować się niczym innym, muszę przerwać to błędne koło, odnaleźć siebie i swoją drogę. Wtedy będę w stanie istnieć dla innych, dawać im siebie, wspierać, być dobrą żoną, córką, koleżanką. Obecnie czuję, że fiksuję…

Czy ktoś z Was mnie rozumie? Czy ktoś ma tak samo?

Reklamy